Jego wspomnienia stały się opowieścią nie tylko o dzieciństwie, ale także o zmianach, które na zawsze odmieniły relację mieszkańców z rzeką. Pan Jerzy z żalem wspominał czasy, gdy niemal każdy dom miał swój pomost. To właśnie tam toczyło się codzienne życie - prano ubrania, czerpano wodę, myto się i spotykano z sąsiadami. Pomost był czymś więcej niż drewnianą konstrukcją - wyznaczał miejsce, za które mieszkańcy czuli się odpowiedzialni. Był ich własnym fragmentem rzeki, o który dbali i z którym byli emocjonalnie związani. Kiedy pomosty zostały zlikwidowane, mieszkańcy utracili nie tylko wygodę, ale także poczucie bliskości z rzeką i współodpowiedzialności za nią. W jego opowieści szczególne miejsce zajmował również most. Dla dziecka był symboliczną granicą między dwoma światami. Po jego przekroczeniu wiadomo było, że jest się już w domu - w bezpiecznej, dobrze znanej przestrzeni. To właśnie „do mostu” toczyło się codzienne życie. Wszystko, co znajdowało się za nim, wydawało się odległe, tajemnicze i nieznane.
To kolejne spotkanie pokazało, jak głęboko rzeka była wpisana w życie sejneńskich rodzin. Nie była jedynie elementem krajobrazu - stanowiła część codzienności, budowała więzi sąsiedzkie, wyznaczała rytm życia i pozostawiła po sobie wspomnienia, które mimo upływu lat wciąż są żywe.
Fot. Piotr Szroeder