Marycha - opowieść Dominiki Ludwig z domu Turowicz

IMG_10312

Moje pierwsze wspomnienie z rzeką w Sejnach to chyba jest takie, jak chodziłam z babcią na spacery na ulicę Koło Młyna, ale nie wiem dokładnie, jak się nazywają te ulice. Przechodzi się tam właśnie przez rzekę, gdzie mieszkała kuzynka babci ze swoim mężem.

Dla mnie to była taka przyszywana babcia i przyszywany dziadek. Tamtędy zawsze przeprawialiśmy się mostkiem i obserwowałam po prostu rzekę. W latach dziewięćdziesiątych był tam dosyć szeroki nurt. Dużo się działo, było dużo podwodnej roślinności, jakaś taka tajemnicza głębia. Wtedy ta rzeka wydawała się przepastna, a dzisiaj wygląda zupełnie inaczej. Już nie wydaje się taka głęboka.

Marycha dla mnie jest takim elementem stałym. Ale nie za bardzo przypominam sobie takie zejście do rzeki. Bardziej ona jest widokiem. Widokiem z mostku, z małego mostku po drodze na Koziarkę czy z tych większych mostów, przez które biegną drogi. Nie przypominam sobie wejścia do rzeki, zejścia do rzeki czy dotknięcia jej. Chyba nie.

Myślę, że rzeka w Sejnach jest takim nieodłącznym elementem wpisującym się w życie każdego starszego mieszkańca. Zwłaszcza kiedy podczas pracy nad filmem poznaliśmy wiele historii, od razu było widać, że doświadczenie obecności tej rzeki w Sejnach kiedyś było zupełnie inne. Kiedy poznaje się te opowieści, staje się to wręcz baśniowe, bo moje osobiste doświadczenie jest zupełnie inne.

Nie mam doświadczenia bycia w tej rzece, nad rzeką, kąpania się, pływania ani takiej rekreacji, która wcześniej była częścią życia. Nie pamiętam rytuałów związanych z tą rzeką i mam wrażenie, że ona gdzieś znika z codzienności.

Ale wciąż zostaje ważnym elementem. Zmienia się jej funkcja z użytkowej na bardziej widokową. Można powiedzieć, że nie jest już tak obecna. Jest gdzieś w przeszłości. Oczywiście nadal istnieje, ale jest jej mniej. Wraz z ubywaniem wody i obniżaniem się poziomu rzeki równolegle odchodzi ona jako bohater codzienności.

Randki nad rzeką? Każdy chyba w Sejnach takie pamięta. Zwłaszcza na tym małym mostku. Pamiętam spacery zakochanych. Nawet teraz, kiedy tam byłam, widziałam, że jest bardzo zarośnięta, dzika. Głównie rośnie tam taka roślinność przypominająca sałatę. Jest może mniej romantyczna, bo kiedyś pamiętam, że rosły tam kwiatki, można było coś zebrać dla kogoś. Teraz już tak nie jest. Trochę bardziej wkroczyła tam dzika natura.

To było też bardzo intymne miejsce. Jako nastolatkowie chodziliśmy na „powolny obchód miasta”, tak to nazywaliśmy. Ta droga prowadziła oczywiście przez mostki i nad rzeką.

Nie przypominam sobie, żebym była pod którymś z mostów w Sejnach. Może jedynie podczas spływu kajakowego Marychą wiele lat temu. Pamiętam, że kiedyś takie spływy były możliwe. Później pływało się już raczej Czarną Hańczą, chociaż przecież Marycha jest jej dopływem. Być może wtedy przepływałam pod którymś z mostów, ale nie pamiętam tego dokładnie. Natomiast historie o łowieniu ryb czy codziennym życiu nad rzeką, które opowiadali starsi mieszkańcy, są mi obce.

Myślę, że rzeka jest ważnym elementem miasta, miejscowości czy wsi. Kiedyś była bardzo potrzebnym, użytecznym wyznacznikiem miejsca. Rzeki świadczą o tym, że dane

miejsce ma to, co potrzebne do życia. Tutaj też tak było przez wiele lat, kiedy rzeka bardziej uczestniczyła w codzienności. Chociaż dziś jest już bardziej pamięcią niż rzeczywistością, myślę, że wciąż jest dla mieszkańców ważna.

Nawet nazwa naszej rzeki - Marycha -jest taka miła, swojska. To przecież imię. Często pojawia się w codziennych rozmowach: „nad Marychą”, „przez Marychę”. Chyba częściej używamy słowa „Marycha” niż po prostu „rzeka”.

Bardzo podoba mi się ta nazwa. Kojarzy mi się właśnie z taką swojskością. Od dzieciństwa kojarzyła mi się z dziewczyną. Ta nasza Marycha płynie przez Sejny.

Gdyby z Marychy wyłowić złotą rybkę, chciałabym wykorzystać to życzenie dla Sejn. Fajnie byłoby przywrócić trochę tych czasów, kiedy ta rzeka była dla wszystkich. Jedno życzenie dałabym Marysi, żebyśmy mogli po prostu popływać w rzece. Dzisiaj byłoby to trudne.

Gdybym mogła zrobić dla niej wszystko, to najpierw dolałabym do Marychy wody. Trzeba by ją było pogłębić, poszerzyć i sprawić, żeby znowu była piękna. Zorganizować jej brzegi tak, żebyśmy mieli piękne błonia, jak nad Nettą w Augustowie, żeby można było spacerować, robić pikniki i przenieść tam letnie życie. Są przecież miasta, w których rzeki nadal pełnią taką funkcję.

Myślę, że mieszkańcy byliby szczęśliwi, gdyby Marycha znowu mogła być dostępna. Teraz została trochę porzucona i przez to wróciła do natury. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej może istnieje jakiś złoty środek, żeby bez szkody dla rzeki i z dbałością o nią korzystać z niej tak, jak kiedyś - tak, jak znamy to z opowieści.

fot. Bożena Szroeder