Podczas wydarzenia twórcy – Julija Browarna, Hanna Osadko, Krzysztof Czyżewski, Stanisław Kalina Jaglarz, Jan Jastrzębski oraz Marcin Mokry – dzielili się swoimi najnowszymi, jeszcze niepublikowanymi wierszami, a także opowiadali o swoich planach i marzeniach. Ważnym elementem spotkania była również prezentacja najnowszego numeru kwartalnika „Kroniki”, dokumentującego wydarzenia literackie w regionie, który od 16 lat Zbigniew Fałtynowicz wydaje w Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach. Całość wydarzenia zwieńczyła rozmowa przy wspólnym stole.
Krzysztof Czyżewski o potkaniu:
Hania Osadko odpowiada na pytanie Staszka Jaglarza o to, czym jest prawda. Za chwilę przeczytamy wiersz o miłości do ludzi, którzy nie boją się popełnić błędu ani umrzeć… „Bo tak naprawdę nie ma ani śmierci, / ani słusznych dla wszystkich decyzji”. Gdy po raz pierwszy przyjechała z Ukrainy do Krasnogrudy, ból po stracie męża na froncie zaszył jej usta. Niema, chodziła z Iryną do lasu, by krzykiem przywrócić sobie głos. Tej jesieni z lasu przynosi kosze grzybów. Każdy z uczestniczących w wieczorze poetyckim dostał od niej słoik marynowanych opieniek. Ostatniej nocy gotowała dla wszystkich dwa rodzaje barszczu, wegański i zwykły. A potem tak zasnęła, że gdyby nie dźwięki alarmu przed atakiem dronów z rodzimego Tarnopola, pewnie przespałby spotkanie. Ci, którzy skosztowali barszczu, mówili o „poezji stosowanej”. O naszym wieczorze poetyckim napisała: „To, co lubię w życiu w ogóle, a w Krasnogrudzie w szczególności, to spontaniczność i lekkość, bo właśnie z takich nieoczekiwanych i nieplanowanych pomysłów zazwyczaj rodzi się coś prawdziwego i wyjątkowego!”
Wiersz Hanny Osadko nie jest o banalności zła lecz o zwykłej (i wegańskiej:) banalności, która bywa czasem niepotrzebnie wyrwaną kartką z księgi życia.
O banalności
Kocham cichych szczęśliwych ludzi.
Chodzą wpatrzeni w telefon –
Coś tam piszą,
Tak uśmiechnięci, że aż promienni od środka.
Ludzi, którzy nie boją się
Ani błędu popełnić,
Ani umrzeć –
Bo tak naprawdę nie ma ani śmierci,
ani słusznych dla wszystkich decyzji.
Ludzi trzymających się za ręce
I niezależnie od wieku nie wstydzących się tego,
Ludzi nie szczędzących słów,
Jeśli płyną z serca,
Ani uścisków.
Ludzi-języczki polne,
Przytulających się czule
I całujących rany
bliskich i dalekich –
Pogodnie i bez szumu.
Kocham ludzi czyniących głupstwa,
Ludzi wciąż jeszcze niedorosłych,
Ludzi tak bardzo pragnących żyć
na chwilę przed świtem lub śmiercią.